Architektura w rozgrywkach.

Mój znajomy powiedział kiedyś: "Architekt projektuje, kiedy jest potrzeba". Trawestując te słowa powiem, że architekt czuje się potrzebny, gdy może projektować. I budować. W końcu to istota naszej pracy.

Chcemy zmieniać krajobraz, wzbogacać otoczenie potrzebnymi miejscami.
Zawsze robimy wszystko, żeby z przeróżnych ograniczeń, z labiryntu wszelkich inwestycyjnych kłopotów wybrnąć kawałkiem dobrze urządzonej przestrzeni.
To, że nie jest to proces łatwy, każdy z nas może obserwować rozglądając się wokół.



To jest dla mnie nowe doznanie: być cichym obserwatorem głośnej „kariery” własnego projektu. Jakikolwiek inny, choćby wielokrotnie nagradzany budynek nie wywołał większego rozgłosu. Chociaż projektowaliśmy i budowaliśmy nie mało. Muzyka, edukacja, administracja, zdrowie, żadna z funkcji nie wzbudziła tak silnych emocji jak SIEDZIBA.
Maraton trwa.

Jak każda nadzieja związana z budowaniem i ten projekt dostarczał nam wielu emocji. Tych znakomitych i tych, skrajnie wyczerpujących. Gdy wygrywaliśmy konkurs nasz entuzjazm można by porównać euforią Jurka Janowicza, gdy pokonał Andy Murraya. Przeżywaliśmy też dojmujące doświadczenia, gdy podczas kolejnych sesji rady dzielnicy konfrontowałem racjonalne argumenty o jakości przestrzeni z agresją mieszkańców sąsiedniego bloku. Potem ciężka praca, aby to co jest ideą w konkursie zaistniało w naturze. W pocie czoła całego zespołu powstawały dziesiątki tomów, setki rysunków i obliczeń, w których próbowaliśmy zapisać szczegóły dla poprawności i czytelności odczytu. Przecież w końcu kreski i cyfry mają stać się użyteczną i estetycznie zgrabną materią. Ktoś powie: nic nowego!. To przecież nasza zawodowa codzienność. Jeszcze tylko kilkanaście uzgodnień,opinii, pieczątek.. Wypowie się konserwator zabytków, który potwierdzi poprawność w kontekście... Jeszcze jedna komisja. Dwa protesty. Wyjaśnienia. Administracyjny drybling i wreszcie... Jest pozwolenie na budowę!
W tak zwanym międzyczasie kończymy projekt wykonawczy. Potem projekt wnętrz. Czy to już finał? Nic podobnego. Nowy początek.
Teraz żyjemy nadzieją budowy.

A projekt żyje drugim życiem. Bo on jest inny.
Wyróżnia go jedna cecha: nośne, medialne tło.
Jego losy śledzimy w drugoplanowej roli głównej! „Fakty” donoszą... „Wiadomości” dotarły.... Jak dowiedział się „Portal”....
Turniej trwa. Spektakl z Siedzibą w tle.

I nie o architekturę tu chodzi. Jakość miejsca jest tu bez znaczenia.

Jutro posiedzenie nowego Zarządu PZPN. Jednym z punktów obrad ma być nowa Siedziba. Czy zapadnie decyzja? Budować?... Nie budować?... Media huczą od plotek.

Oby ktoś porozmawiał o architekturze. Niech ONA, choć na chwilę będzie bohaterką w takim znaczeniu, jakiego szukaliśmy przez ostatnich 20 miesięcy.

T.K.
Trwa ładowanie komentarzy...